poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Iluzjonista

Iluzjonista - kadr z filmu
Witajcie. Wracam po długiej przerwie, nie wiem w jakiej formie,  prawdopodobnie będę pisać rzadziej niż kiedyś, ale postaram się to robić w miarę regularnie.
Zobaczymy. Dzisiaj wracam, bo obejrzałam przepiękny film.
Wiecie, że często jestem nie na czasie. Nie śledzę, z braku czasu, tego, co na bieżąco dzieje się w kinie. Tzn. wiem, co się dzieje, ale filmy oglądam zwykle  z opóźnieniem.Tak właśnie było z Iluzjonistą Neila Burgera. To przecież film z 2006 roku, a ja obejrzałam go zaledwie kilka dni temu.

Obejrzałam i zachwyciłam się. Ktoś gdzieś powiedział: ile można oglądać nieszczęśliwych kochanków skrępowanych konwenansami? Ja mogę oglądać ich zawsze.
Kocham takie baśnie dla dorosłych, w których wszystko dobrze się kończy. Nic na to nie poradzę.

Tym bardziej tak zrealizowane baśnie. Iluzjonista jest piękny dzięki Dick'owi Pope. Cudowne są te ciemne, jakby zamglone zdjęcia. Światło świec, obrazy jak na starych sepiowych fotografiach.
Wszystko toczy się w spokojnym tempie, w rytm muzyki Philipa Glassa, która się nie narzuca, ale bez której film nie był by tym filmem. Emocje są jakby pod skórą. Chociaż świat przewraca się do góry nogami, to  w zasadzie nic się nie zmienia. Emocje są pieczołowicie skrywane i to przez każdego z aktorów dramatu z wyjątkiem inspektora Uhla.
Tu należą się słowa uznania dla Paula Giamatti. Cudowna gra, świetne przeprowadzenie postaci od  osobnika antypatycznego do człowieka wrażliwego, sprawiedliwego i inteligentnego. Ta jego wyrazista twarz z trochę demonicznym uśmiechem jeszcze długo zostaje od powiekami.

Można by się oczywiście przyczepić do tego, że prezentowane przez Iluzjonistę sztuczki są nieprawdopodobne, niemożliwe, naciągane. Można by, tylko po co, skoro one tutaj tak bardzo pasują? I tak świetnie się je ogląda. W baśniach nie szuka się przecież tego, co prawdopodobne, ale cudowności, tego, co w rzeczywistości wydarzyć się nie może.
Dwie godziny spędzone z Iluzjonistą uważam za czas bardzo dobrze i bardzo mile spędzony.
Czas, w którym mogłam oderwać się od rzeczywistości pełnej przemocy i krwi, obecnej także  w co drugim filmie.
I myślę, że to świadczy dla filmu na plus.
I myślę, że jeszcze taki seans sobie powtórzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz